DZIŚ

dodaj wiadomość | newsletter | kontakt

Wzbudzić życzliwość

Rozmowa z Agnieszką Siarkiewicz, pełnomocnikiem UNHCR do spraw informacji.

Wiadomość archiwalna

A A A

- W tym roku obchody Dnia Uchodźcy skupiają się na kobietach. Dlaczego?

Agnieszka Siarkiewicz: - W skali całego świata mniej więcej połowa wszystkich uchodźców to kobiety. Kobiety i dzieci stanowią około 70-80% wszystkich uchodźców. Niedostrzeganie ich specyficznych problemów w dotkliwy sposób je dodatkowo upokarza. Często kobiety z powodu swojej płci cierpią w kraju pochodzenia, później narażone są na szykany podczas ucieczki, bardzo wielu rzeczy są pozbawiane. Również w krajach, w których szukają bezpieczeństwa często spotykają się z gorszym traktowaniem i ich prawa nie są w pełni respektowane. Ostatnio w mediach głośno było o sytuacji kobiet pod rządami talibów w Afganistanie. Kobiety były pozbawione dostępu do edukacji: także do Polski trafiały afgańskie dziewczynki, które dawno nie miały kontaktu ze szkołą.

- Opisała Pani ogólnoświatową tendencję, a jak to wygląda w Polsce?
A.S.: - W Polsce, zresztą jak w wielu innych krajach, w ogóle nie robiło się przez wiele lat statystyk uwzględniających podział na płeć. Dopiero mniej więcej od dwóch lat zaczęto robić taki podział. Uchodźców kobiet jest mniej więcej połowa. Bardzo często kobiety są obarczane dodatkowymi obowiązkami, którym nie są w stanie sprostać. Niektóre z nich muszą sobie radzić z traumą po utracie mężów czy bliskiej rodziny, wymagają psychologicznego wsparcia. Sytuacja kobiet, które, utraciwszy mężów, trafiają do Polski z kilkorgiem dzieci, jest szczególnie trudna. Potrzebna jest im dodatkowa opieka zwłaszcza wtedy, gdy otrzymują status uchodźcy. Często tej opieki im się niestety nie oferuje.

- Kto nie oferuje? Państwo czy organizacje, które się nimi zajmują?
A.S.: - Rolą organizacji pozarządowych działających na rzecz uchodźców jest wspieranie wysiłków państwa w tej dziedzinie. Organizacje pozarządowe nie są w stanie przejąć obowiązków państwa, choć ich rola jest nie do przecenienia. Kluczowym momentem w sytuacji uchodźcy jest uzyskanie statusu uchodźcy. W tej chwili uznani uchodźcy często nie mają możliwości realizacji swoich praw. Bardzo często kobieta razem z dziećmi wychodzi z ośrodka dla uchodźców i ląduje na ulicy. Nie ma pracy, nie ma mieszkania. Żadnej szansy na to, żeby sobie ułożyć w Polsce życie. I to jest wielki dramat tych ludzi.

- Ale chyba podejmuje się w tej sprawie jakieś działania?
A.S.: - W ubiegłym roku Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, które jest odpowiedzialne za pomoc uznanym uchodźcom, przyjęło rozporządzenie o integracji. To jest rzeczywiście duży krok naprzód, ponieważ państwo uznało, że uchodźcom należy się na początku jakieś wsparcie. Niestety, często od chwili przyznania pieniędzy przez państwo do momentu, kiedy człowiek je otrzyma, mija bardzo długi czas. A ludzie po prostu nie mają za co żyć. Realizacji tego rozporządzenia bardzo wiele jeszcze brakuje do doskonałości. Często jest tak, że pomoc jest wypłacana dwa razy w roku. A co robić przez pozostałe miesiące?

- Czy program integracyjny ogranicza się tylko do pomocy finansowej?
A.S.: - Rozporządzenie zakłada, że osoby, które dostają status uchodźcy, powinny otrzymywać pomoc finansową, ale również pomoc w szukaniu pracy, mieszkania, w edukacji. Ma to istotne znaczenie dla dzieci, ale dotyczy również uczenia się nowego zawodu przez dorosłych. Często przecież oryginalne zawody tych osób nie są w Polsce przydatne, trzeba więc dopiero przygotować ich do samodzielności. W ubiegłym roku UNHCR zrobił szkolenia dla pracowników socjalnych, którzy pracują z uchodźcami, żeby ich uczulić na specyficzne potrzeby tej grupy. Naszym zdaniem obecnie pomoc ogranicza się do wsparcia finansowego. Wsparcie w szukaniu pracy i usamodzielnianiu się jest niewystarczające.

- Czy macie Państwo bezpośredni kontakt z uchodźcami?
A.S.: - Mamy sporadycznie. Nasze biuro jest bardzo małe. Mamy jednego prawnika, który udziela pomocy prawnej osobom w szczególnie złożonej sytuacji. Bezpośrednią pomoc uchodźcom powierzamy organizacjom pozarządowym. W tej chwili mamy podpisane umowy z trzema organizacjami. Polska Akcja Humanitarna i Caritas oferują pomoc socjalną, pomoc prawną zapewnia uchodźcom Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

- I te trzy organizacje wystarczają?
A.S.: - Nie, nie wystarczają. Liczba uchodźców w ostatnich latach wzrosła, sytuacja stała się na tyle skomplikowana, że naszym zdaniem potrzebna jest większa ilość zaangażowanych organizacji, więcej wsparcia i ze strony państwa, i ze strony społeczeństwa.

- Czy spotykacie się państwo z zainteresowaniem tego typu działalnością? Dlaczego są tylko trzy organizacje?
A.S.: - Wynika to także z tego, że mamy ograniczony budżet. Nie jesteśmy w stanie wesprzeć każdego. Nawiązaliśmy współpracę z siecią Biur Porad Obywatelskich, których jest ponad 20 w całej Polsce. Mamy zaplanowane wspólne szkolenie, żeby te biura mogły udzielać chociaż jakiejś podstawowej pomocy prawnej uchodźcom. Mamy kontakt ze Zgromadzeniem Jezuitów, które w innych państwach prowadzi ośrodki dla uchodźców. Współpracujemy z różnymi organizacjami dziecięcymi, jeżeli chodzi o pomoc dzieciom uchodźcom. Współpracujemy ze studentami, szczególnie na Uniwersytecie Jagiellońskim, który ma Klinikę Praw Człowieka i oddział zajmujący się obcokrajowcami. Podobnie jest na Uniwersytecie Warszawskim. Staramy się też wspierać inicjatywy tworzenia podobnych klinik w innych miastach: Białymstoku i Szczecinie. Zainteresowanie sprawami uchodźców jest zdecydowanie największe wśród młodych ludzi.

- A jak to wygląda geograficznie ? Gdzie w Polsce jest najwięcej uchodźców? Gdzie tej pomocy potrzeba najwięcej?
A.S.: - Tam są uchodźcy, gdzie są ośrodki. A również tam, gdzie uważają, że mają większe szanse na ułożenie sobie życia. Dużo jest uchodźców w Warszawie i okolicach, w Białymstoku i Lublinie.

- Ilu jest uchodźców w Polsce?
A.S.: - Co roku, od kilku lat, około 4,5 tysiąca osób prosi o status uchodźcy. W ubiegłym roku ok. 300 osób ten status otrzymało, dwa lata temu 78. Na przestrzeni 10 lat , od kiedy przyjmujemy uchodźców, w związku z obowiązującą Konwencją Genewską, około 1300 osób dostało status uchodźcy. Różne organy administracji często podkreślają, że Polska jest ciągle postrzegana jako kraj tranzytowy i bardzo dużo ludzi przyjeżdża do Polski z zamiarem wyjazdu. Bardzo nas niepokoi, że pokutuje takie przekonanie, dlatego, że coraz większa jest taka grupa, która chce w Polsce mieszkać. Przez ten stereotyp kraju tranzytowego nic im się nie oferuje.

- Co na to politycy? Czy Państwo macie sygnały, że oni jakoś się interesują tą sytuacją, czy to stanowi dla nich jakiś temat?
A.S.:- Różnie bywa. Z naszych doświadczeń wynika, że zainteresowanie uchodźcami zależy od indywidualnych doświadczeń i pasji posłów i senatorów. W obliczu bezrobocia, problemów z edukacją, reform i zmian, politycznych wyborów uchodźcy rzadko kiedy są na pierwszym planie. Ale są posłowie, którzy zwracają uwagę na los uchodźców.

- Dzień Uchodźcy będzie organizowany już po raz ósmy. Czemu ma służyć to święto?
A.S.: - Zawsze naszym celem jest zwrócenie uwagi na los uchodźców. Na to, że są i kim są. Chcemy promować tolerancyjne zachowania i zrozumienie wobec nich, zwyczajnie wzbudzić życzliwość. Jak nam się to udaje? Mam wrażenie, że z roku na rok ta impreza zyskuje na wadze, jest coraz lepiej odbierana i ma renomę. Obserwujemy także, w tym roku szczególnie, jak bardzo zmienia się nastawienie do uchodźców. I to niestety nie jest już tak pozytywne. W Polsce także odczuwana jest ogólnoeuropejska tendencja narastania ksenofobii i strachu, zamykania drzwi. Bardzo częste są, można też o tym czytać w światowej prasie, głosy, że uchodźcy niosą ze sobą zagrożenie. Jest to absurdalne, bo uchodźcy to właśnie ludzie, którzy uciekają przed zagrożeniem. To są ludzie bezbronni. Coraz rzadziej dostrzega się w nich kobiety, dzieci, mężczyzn, nauczycieli, profesorów, fizyków. To niepokojące, gdy w wielu instytucjach i organizacjach, w różnych państwach, ale dotyczy to także naszej administracji, narasta ksenofobia. Widać niechęć do myślenia o uchodźcach w kategoriach humanitarnych. Zanika poczucie ludzkiej solidarności, odpowiedzialności za drugiego człowieka, chęci udzielenia mu podstawowej pomocy.

- Uważa Pani, że w Polsce także jest to odczuwalne?
A.S.: - Tak, uważam, że tak.

- Ale w jakim sensie? Czy macie Państwo takie przykłady?
A.S. - Współpracujemy ze wszystkimi właściwie organizacjami, instytucjami, administracją, które się zajmują uchodźcami i naszym zdaniem, również wśród polskich organów administracji, widać narastającą ksenofobię i niechęć do uchodźców. Jest to tym bardziej smutne, że ta niechęć bezpośrednio dotyka uchodźców. Inna sprawa, że uchodźców jest coraz więcej i organizacje rządowe i nie rządowe mają zwyczajnie więcej pracy. Dostrzegamy także, że brakuje pieniędzy i chęci, żeby pomóc ludziom, którzy pracują z uchodźcami. Pracowanie z uchodźcami jest trudne, wymaga szkoleń i pomocy. W ubiegłym roku UNHCR zorganizował szkolenie na temat tego, jak radzić sobie ze stresem, pracując z uchodźcami. I muszę przyznać, że dla mnie osobiście było to wstrząsające doświadczenie. Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo pracownicy socjalni są obciążeni. I jak bardzo wpływa na nich słuchanie o różnych tragediach życiowych, które uchodźcy przeżyli. Wydaje mi się, że również dla przedstawicieli państwowych organizacji takie szkolenia byłyby bardzo pomocne.

- Wracając jeszcze do Dnia Uchodźcy i jego zasadności. Mam takie wrażenie, może błędne, że te obchody skupiają się głównie na Warszawie. Czy w innych częściach Polski też jest to dzień dostrzegany?
A.S.: - Dzień Uchodźcy rzeczywiście się rozrasta. Główne obchody: festyn i koncert, odbywają się w Warszawie na Agrykoli. W innych miastach też będą atrakcje, organizowane przez różne organizacje. Dużą akcję edukacyjną organizuje na przykład Polska Akcja Humanitarna razem z Caritasem i organizacją REM we Wrocławiu. W Poznaniu zaprzyjaźniona organizacja „Jeden Świat” urządza festyn i wystawę z okazji Dnia Uchodźcy na Starym Rynku. W Lublinie studenci z Krakowa robią festyn uliczny i koncert. W Toruniu również zaistnieje tematyka uchodźcza. Także mamy nadzieję, że Dzień Uchodźcy będzie bardziej widoczny w tym roku.

- A jak sami uchodźcy podchodzą do tego? Czy to nie jest tak, że czują się trochę uprzedmiotowieni przez takie skupienie się jednego dnia na ich problemach?
A.S.: - Różne są głosy. Część uchodźców, muszę przyznać, trochę z goryczą patrzy na Dzień Uchodźcy. Mówią, że od takiego świętowania i jedzenia czeczeńskich czy afrykańskich pierogów ich los się nie zmieni. Natomiast jest duża grupa, która czuje się dowartościowana. Uchodźcy mają poczucie, że ktoś ich zauważył, że wreszcie są ważni. Przychodzą na Dzień Uchodźcy i mają poczucie, że to jest ich święto. I to jest, muszę przyznać, dla nas w UNHCR, niebagatelny powód, dla którego to robimy. Organizujemy Dzień Uchodźcy nie tylko po to, żeby mówić o tolerancji, wykreować pozytywny stosunek do cudzoziemców, ale również po to, żeby oni mieli swój dzień. Żeby w swojej naprawdę trudnej sytuacji mieli możliwość odczuć, że ich los nie jest ludziom obojętny. I jak się widzi w czasie Dnia Uchodźcy, jak oni się cieszą się, czują się u siebie i na miejscu, co im się od lat czasami nie zdarzyło – to serce rośnie.

- Czy UNHCR skupia się na pomaganiu osobom, które już otrzymały status, czy tym, które się o niego starają?
A.S.: - W zależności od tego jaka jest nasza rola w danym kraju. To bardzo różnie wygląda. W niektórych krajach zajmujemy się prawie tylko tymi, którzy się starają o status uchodźcy, w innych tymi którzy już mają ten status, a jeszcze w innych tymi, którzy po okresie uchodźstwa wracają do swojego kraju, np. do Afganistanu. W Polsce zajmujemy się i tymi, którzy proszą o status uchodźcy i tymi, którzy już dostali status.

- Z którymi jest trudniej współpracować?
A.S.: - Nie zastanawiamy się. Uchodźcy nie muszą być mili. To nie jest tak, że trzeba pomagać tym, którzy się uśmiechają, przychodzą i są sympatyczni. Nie na tym polega pomaganie uchodźcom. Oni mają prawo być sfrustrowani, zmęczeni, smutni. W ogóle nam nie przyszło do głowy zastanawiać się, z kim się lepiej pracuje. Staramy się pomagać tym, którzy tego potrzebują. Rodzaj tej pomocy zależy od tego, do której z tych grup uchodźca należy. W tej chwili, naszym zdaniem, najtrudniej jest udzielić pomocy tym, którzy dostali status i po prostu nie mają żadnego, albo bardzo małe wsparcie ze strony państwa. A to wsparcie jest im naprawdę niezbędne. Druga grupa, bardzo istotna, to są osoby, które nie dostają statusu uchodźcy, ale nie wolno ich wydalić do ich krajów pochodzenia. W dużej mierze dotyczy to na przykład Czeczeńców. Takie osoby praktycznie są pozbawiane wszelkiej socjalnej pomocy, żyją w zawieszeniu. Nie mają pewności żadnego jutra.

- Czy Państwo prowadzicie jakiś lobbing na rzecz zmiany tego prawa?
A.S. - Jak najbardziej. Jest to jedna z naszych podstawowych ról. Staramy się powodować, aby polskie prawo było jak najbardziej życzliwe dla uchodźców i sprawiedliwie ich traktowało. Monitorujemy też, jak obowiązujące prawo jest realizowane. Czasami nasze stanowisko jest uwzględniane, czasami nie jest. Nasza współpraca z organami administracji, na przykład Urzędem ds. Repatriacji i Cudzoziemców układa się dosyć poprawnie.

- Pomijając kwestię braku opieki socjalnej dla uchodźców, jak Państwo oceniacie ustawę o cudzoziemcach, bo to ona reguluje sprawy związane z uchodźcami ?
A.S.: - Uważamy, że w dalszym ciągu są w niej niedoskonałości. Pierwsza to jest właśnie brak regulacji na temat osób, którym się nie daje statusu uchodźcy. Druga sprawa to sytuacja małoletnich. UNHCR uważa, że Polska nie jest krajem bezpiecznym dla dzieci bez opieki.

- Dlaczego?
A.S.:- Dlatego, że nie ma wystarczających przepisów i ochrony takich dzieci. A poza tym praktyczne względy też na to wskazują. Wiemy, że Urząd pracuje, żeby wprowadzić odpowiednie przepisy. Dopóki jednak nie funkcjonują one w praktyce, podtrzymujemy swoje stanowisko. Wkrótce ma być także przyjęte rozporządzenie w sprawie grup wymagających szczególnej troski, np. kobiet, osób starszych albo chorych. Także oczekujemy poprawy sytuacji tej grupy. Jest też bardzo wiele drobnych spraw. Teoretycznie drobnych, ale utrudniających życie. Proceduralne niedogodności, które powodują, że uchodźca w praktyce ma kłopoty z załatwieniem swoich spraw.

- A jak ta prawna sytuacja wygląda na tle Europy?
A.S.: -
Niepokoi nas, że przepisy polskie są zaostrzane na wzór regulacji europejskich. Jest to dla nas niepokojące przede wszystkim dlatego, że w przededniu wejścia do Unii Europejskiej widzimy jak przejmowane są różne rozwiązania z krajów, w których tych uchodźców jest dziesięcio- albo stukrotnie więcej. Takie rygorystyczne przepisy nie mają w Polsce uzasadnienia. One są krzywdzące dla tych ludzi, a nie powodują porządku. Są takie przepisy w Polsce, które są lepsze niż europejskie. Szkoda, że dobre rozwiązania ustępują gorszym.

- Dziękuję za rozmowę.

data wydarzenia: 2002-06-13
źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy - dodaj komentarz
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.