DZIŚ

dodaj wiadomość | newsletter | kontakt

Wszystko zaczyna się od inicjatywy społecznej

Specjalnie dla naszego portalu Minister Pracy i Polityki Społecznej – Jerzy Hausner opowiada o Programie Pierwsza Praca, współpracy z organizacjami pozarządowymi oraz o wolontariacie.

Wiadomość archiwalna

A A A

- Program Pierwsza Praca został przyjęty pod koniec stycznia, a kilka dni temu, 3 czerwca nastąpiła jego formalna inauguracja. Przewiduje się w nim udział wielu środowisk i instytucji. Czy można już powiedzieć jak został przyjęty?
Jerzy Hausner: - Na podstawie analizy sygnałów, które do mnie docierają sądzę, że odbiór tego programu jest ogólnie pozytywny. Wątpliwości dotyczą w zasadzie tylko jednego zagadnienia: czy nie jest tak, że uruchamiając przedsięwzięcia dla absolwentów, pogorszymy sytuację innych grup zawodowych? Otóż – nie. Zasadą tego programu jest uruchamianie środków pozabudżetowych. Poza tym wprowadzamy rozwiązania zachęcające pracodawców do zatrudniania absolwentów, ale nie są to propozycje, które by dyskryminowały innych. Nikomu niczego nie odbieramy, żeby dać absolwentom. Mówimy tylko: jeżeli zatrudnisz absolwenta, możesz na przykład nie płacić części składki z ubezpieczenia społecznego. Ale to jest element polityki wyrównywania szans, a nie polityki preferowania kogoś. Absolwenci są grupą, która ma na rynku pracy najmniejsze szanse. Oni nie mają tego, co jest najważniejsze: doświadczenia zawodowego. Chcemy więc wyrównywać te szanse. Stwarzamy pracodawcom pewnego rodzaju zachętę: jeśli zatrudnisz absolwenta - twoje koszty będą nieco niższe. Możemy zrekompensować to, że zatrudniasz kogoś z mniejszym doświadczeniem, przez pewien czas mniej wydajnego, kogo będziesz musiał doszkolić.

- Które z instytucji wymienionych w programie są najbardziej zainteresowane absolwentami?
J.H. - Przypuszczam, że najbardziej zainteresowani są absolwenci, zaś najaktywniejszymi instytucjami są Wojewódzkie Urzędy Pracy. Widać wyraźnie, że dla nich to jest wielka szansa.

- Dlaczego?
J.H. - Po pierwsze dlatego, że na ogół mają niezłą kadrę, która była formowana przez dłuższy czas. Jest wyszkolona, dobrze przygotowywana. Ponadto, dzisiaj WUP mają bardzo ograniczone kompetencje i ograniczone możliwości działania. Mogą jedynie analizować sytuację, przygotowywać opracowania, podejmować pewne działania szkoleniowe. Większość zadań leży w kompetencjach Powiatowych Urzędów Pracy. WUP, które szukają swojego miejsca w systemie administracyjnego pośrednictwa pracy, mogą się wykazać pomysłami, aktywnością.

- Czy tylko WUP wykazują takie zainteresowanie?
J.H.: - Programem interesuje się także pewna część środowisk medialnych. To są na przykład redakcje, które z problematyki bezrobocia i aktywizowania młodych ludzi uczyniły ważny element swojego programu, swojej misji. Jest grono młodych dziennikarzy, którzy chcą nasz program “nieść”. Uważają, że jest społecznie ważny, dobrze ukierunkowany i chcieliby pomóc w jego upowszechnianiu. Jest także dobry odbiór ze strony środowisk eksperckich, które zajmują się tą problematyką. Są osoby, które chciałyby pomóc opracowując poradniki, materiały szkoleniowe, informacyjne. I nie ma w tym chęci robienia interesu, raczej chęć włączenia się w coś, co jest ważnym przedsięwzięciem publicznym. Przypuszczam, choć nie potrafię tego zweryfikować, że spore zainteresowanie jest również w szkołach. Takie sygnały odbieram przede wszystkim ze szkół wyższych. Są środowiska akademickie, które mnie zapraszają na spotkania poświęcone Programowi Pierwsza Praca. O tym dyskutowałem na przykład na Uniwersytecie Warszawskim. Widać wyraźnie, że dla szkół wyższych bezrobocie wśród absolwentów staje się coraz większym problemem. Władze uczelni zdają sobie sprawę, że to rzutuje na ich pozycję, na zainteresowanie studiami. Myślę też, że jest spore oczekiwanie w Powiatowych Urzędach Pracy. Ale ono ma bardziej urzędowo-bierny charakter. Tutaj nie widzę inicjatywy. Ale wiem, że właśnie te urzędy są przytłoczone ogromną ilością klientów, którzy nie szukają pracy, tylko zasiłku.

- Jak na tym tle wypadają organizacje pozarządowe?
J.H.: - Zainteresowanie jest spore, aczkolwiek nie przejawia się ono jeszcze bardzo dużą aktywnością. Są projekty organizacji pozarządowych, które chciałby coś robić. Społeczne zaangażowanie narasta. Chciałbym je inicjować i pozytywnie wykorzystywać, budując sieć partnerstwa dla realizacji tego programu. Ale byłbym nadmiernym optymistą, gdybym powiedział, że dzisiaj masowo zgłaszane są różne inicjatywy i projekty.

- Czy Program Pierwsza Praca spotyka się ze zrozumieniem w innych resortach?
J.H.: - Mogę powiedzieć, że tak. Cieszy mnie to, że niektórzy koledzy ministrowie są zainteresowani możliwościami podjęcia wspólnych działań przy realizacji tego programu. Minister Ochrony Środowiska jest tego najlepszym przykładem. Sporo wspólnie wymyśliliśmy w zakresie tzw. Zielonych Miejsc Pracy, które byłyby subprogramem dla Programu Pierwsza Praca.

- Czy jest pan zadowolony z dotychczasowych reakcji związanych z tym programem?
J.H.: - Jestem umiarkowanie zadowolony z odbioru instytucjonalnego. Dzisiaj bardziej martwię się o to, żebyśmy dobrze spożytkowali oczekiwanie i kapitał społeczny, który się rodzi wokół programu. Jeżeli te pierwsze zadeklarowane i zgłoszone inicjatywy potrafimy dobrze wykorzystać, to będzie przykład dla innych. Mnie szczególnie zależy, żeby pokazywać różne inicjatywy: urzędów, samorządów, organizacji społecznych, szkół, samych zainteresowanych.

- Jaką rolę w tym programie widzi Pan dla organizacji pozarządowych ?
J.H.: - Najbardziej nośną platformą współpracy z organizacjami pozarządowymi jest społeczne pośrednictwo pracy. Chciałbym, żeby przy okazji Programu Pierwsza Praca powstawały różnego rodzaju społeczne biura pośrednictwa pracy: studenckie, uczniowskie, społeczne. To wydaje mi się sprawą najważniejszą. Chciałbym, żeby część środków, które będziemy uruchamiać w programie docierała właśnie tam. Liczę, że w popularyzacji myśli programu pomoże specjalna strona internetowa www.1praca.gov.pl – bogata w informacje i co najważniejsze – interaktywna, a więc ułatwiająca dialog między zainteresowanymi. Sądzę, że w ogóle kluczem do myślenia o rynku pracy jest kojarzenie różnych inicjatyw związanych z pośrednictwem pracy, szkoleniem, kształceniem zawodowym.

- Czy to jest jedyna forma współpracy z organizacjami pozarządowymi?
J.H.: - Nieco trudniejszą, dalej idącą i bardziej skomplikowaną sprawą byłyby propozycje ze strony organizacji społecznych, zajmujących się problematyką przedsiębiorczości i rozwoju regionalnego. Pojawiły się już propozycje przedsięwzięć, które przez tworzenie nowych miejsc pracy działają na rzecz rozwoju regionalnego. Te projekty wiążą się np. z zagospodarowaniem pewnych obszarów ekologicznych. Jedna z takich inicjatyw jest realizowana w województwie łódzkim, w dorzeczu Neru. Jest to próba działalności łączącej ekologię z pewnym typem produkcji rolniczej, nie typowo żywnościowej. Takich projektów nie uniosą żadne urzędy, żadna administracja, tylko samorządy skojarzone z inicjatywami organizacji społecznych. To by mi się bardzo podobało. Inny przykład, gdzie też jest potrzebne takie skojarzenie: wszyscy mówią, że w moim regionie, Małopolsce, potrzebne są nartostrady. Przy okazji ich budowy powstają nie tylko miejsca pracy doraźnej, ale tworzona jest też infrastruktura turystyczna, a więc trwałe miejsca pracy. Zawiązują się inicjatywy lokalne. Chciałbym, żeby to właśnie lokalne organizacje społeczne, stowarzyszenia rozwoju lokalnego zaczęły się zastanawiać jak tworzyć miejsca pracy. Nie, jak chronić tradycyjne miejsca pracy, ale jak pobudzać tworzenie nowych. Są jeszcze obszary popegeerowskie. Na tych terenach nie poradzimy sobie z problemami bez inicjatywy organizacji społecznych, bez pewnego posłannictwa, bez idei wolontariatu. Nie wierzę w to, że objawią się nagle jakieś fachowe firmy, czy organizacje ogólnopolskie, albo międzynarodowe i będą chciały coś tam robić. Wszystko tak naprawdę zaczyna się od inicjatywy społecznej i od szkoły.

- Od szkoły?
J.H.: - Tak. Na przykład: umówiłem się z realizatorami projektu “Mała Szkoła”, że razem spróbujemy wypracować program pobudzania aktywności społeczno-zawodowej na terenach popegeerowskich. I tutaj przede wszystkim skupilibyśmy się na funkcjach jakie powinna pełnić szkoła i nauczyciele. Szkoła powinna być miejscem, które nie ogranicza się tylko do uczenia. Powinna pobudzać inicjatywy.

- Dość istotnym zagadnieniem z punktu widzenia organizacji pozarządowych jest wolontariat. Ten aspekt działalności społecznej jest poruszony zarówno w Programie Pierwsza Praca, jak i w projekcie ustawy o działalności organizacji pożytku publicznego i o wolontariacie. Jakiej pomocy mogą oczekiwać podmioty zatrudniające wolontariuszy?
J.H.: - Na bardzo ogólnym poziomie reguluje to ustawa. W tej chwili pracujemy nad drugą częścią tego projektu, nad przepisami wykonawczymi, które wbudują ustrój trzeciego sektora w obowiązujące ustawodawstwo. Proponujemy, żeby przy zachowaniu zasady, że wolontariat jest pracą bez wynagrodzenia, wiązał się on jednak po pierwsze ze zwrotem kosztów, które ponosi wolontariusz z tytułu świadczenia swojej pracy i po drugie z elementami ubezpieczenia społecznego i zdrowotnego.

- Ale jakie będzie miał korzyści ten, który zatrudni wolontariusza? Musi za niego przecież zapłacić ubezpieczenie...
J.H.: - Nie przesądzamy w tej chwili kto musi zapłacić. Ponadto w projekcie ustawy – matki jest przepis, który mówi, że w zasadzie trzeba opłacić ubezpieczenie, ale my już wiemy, że ten przepis trzeba będzie zmodyfikować. Chcemy, żeby zamiast “trzeba” było “można”. Chcemy oddzielić wolontariuszy “dwudniowych” od stałych. Takich, jak u Owsiaka, którzy przychodzą po prostu na dwa dni do akcji i nie potrzeba zawierać z nimi żadnej umowy, od ludzi, których organizacja “zatrudnia” i może na nich liczyć. Taka umowa musi przewidywać pewne świadczenia, choć nie jest powiedziane kto ma je finansować. Być może część powinien zapłacić rząd, ale tylko w stosunku do tych organizacji, które miałyby status organizacji pożytku publicznego. Wtedy organizacje pozarządowe będą zainteresowane takimi wolontariuszami na stałe, nie na dwa dni. Zainwestują w ich przeszkolenie, będą rozwijały swoją działalność, budowały sieć, reputację, misję. Wolontariusze będą im do tego potrzebni.
Organizacje społeczne, czy pozarządowe, które nie będą miały wolontariatu, prędzej czy później skostnieją, staną się strukturami administracyjnymi. Czymś innym jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy: mała, bardzo mobilna grupa, która inicjuje wielki ruch społeczny, a czymś innym organizacje, które nie kwestują, lecz wypełniają systematycznie pewnego rodzaju misję wobec społeczeństwa. Tego nie da się robić doraźnie. Te różne projekty muszą być systematycznie odtwarzane, doświadczenia tych ludzi muszą być przenoszone. Musi powstać organizacja i struktura. Jeśli ona nie będzie budowana na sensownie ułożonym wolontariacie, to albo to wszystko będzie przypadkowe i nie będzie się rozwijało, albo prędzej czy później “zurzędniczeje”. Pamiętam moje rozmowy z Jackiem Kuroniem. On jest człowiekiem, który zawsze generował ruch społeczny. Jego nigdy nie interesowała organizacja, jego interesował ruch. Ale każdy ruch, jeśli ma coś osiągnąć musi mieć ramy organizacyjne. Pytanie: ile jest kreatywności, świeżości, a ile rutyny?

- Myślę, że organizacji pozarządowych nie trzeba przekonywać, jak bardzo wolontariusze są potrzebni. W tym środowisku jest to zrozumiałe. Natomiast administracja publiczna nie ma na tym polu żadnych doświadczeń.
J.H.: - W małych miejscowościach liczy się każde miejsce pracy. Walczy się o te miejsca pracy. O to, żeby mieć stabilność, pewność itd. Może nawet nie jest tak ważne wynagrodzenie, ale żeby być po tej „drugiej stronie”. Ale jest także myślenie o etatach. I w takiej sytuacji w urzędzie pracy pojawiają się wolontariusze, którzy zaczynają współpracować z urzędnikami. Zyskują doświadczenie, wiedzę i idą dalej, na przykład do komercyjnego pośrednictwa pracy. Będziemy tworzyć ustawowe formy komercyjnego pośrednictwa pracy. Taki wolontariusz może także dostać później pracę w małej organizacji doradczej, może założyć własną firmę. Część może dostać zatrudnienie w administracji. Miejsce dla wolontariuszy jest zatem nie tylko w organizacjach pozarządowych, ale także w administracji publicznej. Wiele organizacji akademickich ma także asystentów wolontariuszy. Wydaje mi się, że jest to mniejsze ryzyko – przyjąć na etat kogoś, kto sprawdził się jako wolontariusz.

- Zarzuca się Panu, że usiłuje zastąpić bezrobocie wolontariatem, że w ten sposób poprawia się statystyki. Dlaczego warto promować wolontariat?
J.H.: - Nie można zastąpić bezrobocia wolontariatem, bo wolontariat nie daje utrzymania. To nie o pieniądze chodzi. Dla kogoś, kto nie może znaleźć pracy, wolontariat jest szansą, żeby zacząć robić coś sensownego. Poprzez wolontariat zyskuje się bowiem to, co charakteryzuje człowieka społecznie zakorzenionego: świadomość, że jak zaczyna dzień, to wie, że ma coś do zrobienia dla innych ludzi. Nie zastanawia się, jak ten dzień spędzi, jaki ma sens to, co robi. Wie, że ma jakiś obowiązek, że musi wstać, gdzieś wyjść, z kimś się umówić, coś przekazać, coś zrobić itd. To są elementarne nici, które wiążą ludzi społecznie zakorzenionych. I nam chodzi o to, żeby to była nie tylko społeczna więź, ale również społeczne przedsięwzięcie. Żeby młody człowiek przy okazji zdobył umiejętności przydatne w życiu zawodowym, np.: pisania wniosków, komunikowania się, sporządzania analizy. Tego szkoła niestety, nie uczy, a jest to bardzo przydatne. W szkole można powiedzieć o pewnych regułach, ale umiejętności zdobywa się dopiero w praktyce zawodowej. Lub przez wolontariat. To rodzaj stażu, który można zacząć już w szkole. Przejściowo, w tej trudnej sytuacji, wolontariat może być także wartościową ofertą dla tych, którzy nie znajdując nawet doraźnej pracy, mają możliwość robić coś sensownego, zdobywać kontakty, poznawać innych ludzi, szybciej i łatwiej docierać do tego miejsca, gdzie być może znajdzie się dla nich praca. Będą mieli nie tylko lepsze cv, ale posiądą również konkretne umiejętności.

- Czy są jakieś pomysły na promocję wolontariatu w administracji publicznej?
J.H.: - Wiele razy przekonałem się, że najbardziej skuteczne są te projekty, które potrafimy przeprowadzić metodą pokazową. Natomiast wszędzie tam, gdzie narzuca się pewne rozwiązania, bo komuś się wydaje, że tak ma być - najczęściej napotyka się opór. Nie wierzę w metody nakazowe. Bardziej wierzę w to, że jeżeli w jakimś miejscu ludzie skorzystają z możliwości, które stwarza Program Pierwsza Praca i my przekażemy wiedzę o tym, jak oni to zrobili - da to większe efekty. Można pojechać, sprawdzić, dotknąć, pooglądać, zapytać itd. To jest najlepsza metoda. Dlatego nie będziemy zajmować się promocją programu, lecz zajmiemy się promocją inicjatyw, które są potrzebne w tym programie.
Sens tego programu nie na tym polega, że minister pracy uszczęśliwi absolwentów. Przyjedzie i powie: wiecie, jestem takim dobrym ministrem, który wreszcie zrozumiał na czym polega problem, wszystkim wam stworzę miejsca pracy. Nie, tego zrobić nie mogę. Mogę natomiast i chcę stworzyć dodatkowe szanse, możliwości. Zdaję sobie sprawę, że aby ludzie mogli skorzystać z tych możliwości, trzeba im pomóc. Korzystanie z tych szans wymaga bowiem pewnych zdolności, umiejętności. Tego nie da się zrobić na zasadzie odgórnego planowania. Musi być miejsce na inicjatywę, na aktywność, którą trzeba pobudzić, bo ona w wielu ludziach jest uśpiona. W tym kontekście komunikacja społeczna, przekazywanie informacji ma ogromne znaczenie dla naszego programu. Nic z tego nie będzie, jeżeli nie uda się wywołać świadomości, że miejsca pracy są bardzo ważne, ale zależą od inicjatywy. Możesz domagać się czegoś od ministra pracy, ale zastanów się co ty możesz sam zrobić, żeby móc się czegoś domagać.
- Jak organizacje pozarządowe mogłyby się w włączyć w kampanię informacyjną?
J.H.: - Przede wszystkim zasilając nas w informacje. Uruchomiliśmy stronę internetową www.1praca.gov.pl. Potrzebujemy do niej jak najwięcej informacji o lokalnych inicjatywach, po to, aby je upowszechniać i podrzucać innym. Bo my, tj. Ministerstwo nie jesteśmy przecież źródłem informacji o tym, co się dzieje w organizacjach pozarządowych i samorządach, na uczelniach. Chętnie i dużo będziemy o tym pisać, ale potrzebne nam jest zasilanie.

- A pomijając stronę internetową? Czy organizacje, które nie są ukierunkowane na Internet również mogą się jakoś włączać w tę kampanię? Przewidziano takie możliwości?
J.H.: - Potrzebne jest budowanie sieci partnerskiej. Czym innym jest budowanie układu partnerstwa instytucjonalnego na poziomie ministerstwa, a czymś innym - sieci partnerstwa na poziomie Wojewódzkich Urzędów Pracy oraz w regionie. I tam powinny pojawiać się organizacje, wchodzące w konkretne przedsięwzięcia.

- Czyli należy zgłaszać się do Wojewódzkich Urzędów Pracy?
J.H.: - Z całą pewnością to jest właściwy adresat. Środki, którymi będziemy dysponować nie będą prawie w ogóle uruchamiane na poziomie rządowym. Będą trafiały do Wojewódzkich Urzędów Pracy. Urzędy będą kontraktowały usługi Powiatowych Urzędów Pracy albo organizacji pozarządowych. Nasza rola ograniczy się do uruchomienia programu. Nie będziemy realizować konkretnych przedsięwzięć, bo to jest niemożliwe. Chcemy napędzać ten program przez pokazywanie rozmaitych przykładów i doświadczeń.

- A czy organizacje pozarządowe zajmujące się infrastrukturą mogą liczyć na jakąś pomoc?
J.H.: - Z całą pewnością tak. Została już wyłoniona reprezentacja środowiska organizacji pozarządowych, która ma być partnerem ministerstwa, administracji rządowej i rządu. Jest zalążek tego, co jest zapisane w projekcie ustawy o działalności pożytku publicznego. Będziemy się zastanawiać jak dotrzeć do organizacji pozarządowych. Nie tylko w związku z Programem Pierwsza Praca. To oczywiście jest bardzo ważne, ale to nie jest jedyny temat, który podejmujemy. Na przykład pracujemy nad ustawą o zatrudnieniu socjalnym, tj. o zatrudnieniu osób bezdomnych, uzależnionych. Tu chodzi o szczególnych bezrobotnych, którzy praktycznie nie mają żadnych szans na rynku pracy. Przykłady można mnożyć gdyż, prawie wszystkie zagadnienia, którymi zajmujemy się w tym resorcie wymagają współpracy z partnerami w postaci organizacji pozarządowych. Jestem bardzo rad z tego, że została wybrana ich delegacja. Łatwiej rozmawia się z kimś, kto ma mandat, niż z kimś, kto przychodzi tylko w swoim imieniu, nawet jeżeli jest organizacją organizacji.

- Chciałam jeszcze zapytać o gminne centra informacyjne. Miały powstać w 200 gminach najbardziej zagrożonych bezrobociem. Czy już zaczęły działać?
J.H.: - W Programie Pierwsza Praca niezwykle ważny jest pierwiastek społecznej inicjatywy, społecznego ruchu. Przy Wojewódzkich Urzędach Pracy są już Centra Informacji i Kariery Zawodowej. Ich doświadczenia powinny być przenoszone w dół, do gmin. To one powinny pomagać tworzyć tego rodzaju proste centra informacji w gminach. A może jakaś organizacja pozarządowa podjęłaby się prowadzenia tego rodzaju centrum? Ważne jest, żeby każdy młody człowiek, każdy potencjalny absolwent otrzymał prostą informację, gdzie może pójść, aby spotkać kogoś, kto się nim zajmie. Nie tylko udzieli informacji, ale podpowie co i jak robić. My możemy udostępnić wiele informacji, żeby każdy mógł znaleźć to, co go interesuje. Ale w szczególności musimy znaleźć kogoś, kto praktycznie pokaże absolwentowi, jak ma postępować. Tworzenie takich centrów nie jest zadaniem ministerstwa. To byłby absurd, najgorszy ze sposobów działania. Nie chodzi bowiem o to, żeby ministerstwo tworzyło swoje filie tylko, żeby gminy, samorządy, organizacje pozarządowe, sami zainteresowani zaproponowali projekt takiego centrum. My damy na to część pieniędzy, damy programy, damy zasoby informacyjne, ale musi to powstać w gminie. Bo nikt nie przyjdzie i nie zrobi tego za społeczność lokalną. Owszem, możemy podpowiedzieć, jak takie centrum powinno działać, możemy je wyposażyć w podstawową bazę informacyjną i włączyć do naszego serwera, a więc i w obieg informacyjny, możemy przeszkolić ludzi, itp. Ale nie możemy powiedzieć: Wojtek, ty pojedziesz do gminy i będziesz w niej reprezentował ministra. I dopiero na tym tle odpowiadam wprost na Pani pytanie: gdy mówimy 200 gmin, to nie stawiamy biurokratycznego zadania, planu do wykonania w danym miesiącu. To jest zamiar, który się powiedzie o ile znajdą się osoby, które to zrobią, dostając od nas to, co możemy im dać.

- Centra Informacji i Planowania Kariery mogą powstawać także na uniwersytetach. Czy uczelnie otwierają takie instytucje?
J.H.: - Byłem na Uniwersytecie Warszawskim na spotkaniu, które zorganizował prorektor prof. Marek Wąsowicz. Rozmawialiśmy o Programie Pierwsza Praca i o studiach osób niepełnosprawnych, także w kontekście ich zatrudniania. Uniwersytet Warszawski zawsze uważał, że uczelnia, która tak dobrze kształci, nigdy nie będzie miała problemów z bezrobociem wśród swoich absolwentów. Sądzono, że wszyscy znajdą pracę. Dzisiaj już wiadomo, że nie. I na Uniwersytecie powstało już takie Centrum Informacji i Planowania Kariery. Rozmawialiśmy o jego działaniu, wiedząc jak pracują Powiatowe Urzędy Pracy. Czy wysyłać tam swoich absolwentów? A może robić inaczej. Może to PUP powinien delegować do uczelni osobę wyspecjalizowaną w doradztwie dla absolwentów szkół wyższych? Mogłyby ją finansować trzy kasy - Powiatowego Urzędu Pracy, Programu Pierwsza Praca oraz Uniwersytetu. Jak Pani widzi rozmawialiśmy o konkretach.

- Jeśli chodzi o środowiska uniwersyteckie, Program Pierwsza Praca może być łączony z podprogramem “Absolwent dla absolwenta”....
J.H.: - Mówiłem o tym także podczas spotkania na Uniwersytecie. Podam przykład z mojej uczelni. Jej absolwenci mają swoje "specjalnościowe" Stowarzyszenie Absolwentów. Mają też sieć internetową i wzajemnie sobie pomagają, wymieniając się informacjami. Gdy szukam nowych słuchaczy na moją specjalność, to nie idę do nich i nie opowiadam jaki jestem fajny, lecz wysyłam tych, którzy już te studia skończyli. W ten sposób to się z roku na rok napędza. Proszę powiedzieć co to za problem założyć takie stowarzyszenie? Oczywiście, organizacja typu Stowarzyszenie Absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego staje się atrakcyjna 20, 30 lat po skończeniu studiów. Gdy ma się już stanowisko, można wrócić na jeden wieczór do czasów młodości, na forum nobliwego stowarzyszenia dla tych, którzy zatęsknili. Ale stowarzyszenie, które założyli moi studenci to zupełnie coś innego. To prężna organizacja, która realizuje różne przedsięwzięcia. Jest obieg informacji – m.in. o tym, co jest dla nich teraz najważniejsze – o miejscach pracy. I jedni drugim pomagają. Mówię im: ja pomagam wam, a na was ciąży obowiązek pomagania następnym, swoim kolegom. I to działa. Tego rodzaju przedsięwzięcia, upowszechnianie takich doświadczeń, pokazywanie jak one działają, jak mogą być rozwijane i wspomaganie tego – byłoby ideałem.

- Wojewódzkie Urzędy Pracy mają ogłosić konkursy na realizacje różnych usług w ramach Programu Pierwsza Praca. Czy są na to już środki i kiedy te konkursy zostaną ogłoszone?
J.H.: - Wystartowaliśmy oficjalnie 3 czerwca w Krakowie, nieoficjalnie wcześniej, bo w kwietniu w Toruniu. To nie jest jeszcze w pełni rozpędzony program. Bo też ten program nie jest przewidziany do realizacji na jeden obrót, tylko na 3 lub 4 roczne obroty. Ale od 3 czerwca wyraźnie powinno być widać, że program działa. Absolwenci mogą iść do każdego Wojewódzkiego Urzędu Pracy i tam dostać pakiet informacyjny. A w tym pakiecie będzie m.in. informacja, gdzie się zwrócić po radę, gdzie uzyskać pomoc. Chciałbym, żeby takie miejsca działały naprawdę i żeby to nie była fikcja. Środki finansowe na to wszystko są już zdefiniowane co do rozmiarów. Gdy będę wiedział, że są zdefiniowane także co do konkretnych transz, w tym miesiącu tyle, a w tym tyle, będę mógł powiedzieć WUP: możecie ogłaszać konkursy. Możecie przewidywać, że w czerwcu dostaniecie taką pulę pieniędzy. Sami decydujcie co z tym zrobicie. WUP muszą zbudować programy realizacyjne, swoje własne plany działania: określić potrzeby, możliwości, partnerów. Przygotować się.

- Jest Pan zadowolony z realizacji tego programu?
J.H.: - Nigdy nie będę do końca zadowolony. Kto byłby na moim miejscu zadowolony, mając do czynienia z takim problemem jak polskie bezrobocie, bezdomność, społeczne wykluczenie? Nie chcę powiedzieć, że zostałem z tym sam, choć z punktu widzenia odbioru medialnego – trochę tak jest. Ile bym nie tłumaczył, że od tworzenia miejsc pracy jest raczej minister gospodarki albo minister finansów, a nie minister pracy – i tak wszyscy będą mówili: bezrobocie – Hausner. A przecież w naszym instytucjonalnym porządku minister pracy jest raczej od tego by zawiadywać ruchem wokół miejsc pracy, niż tworzyć takie miejsca.

- Jak można krótko zachęcić do aktywnego udziału w programie?
J.H.: - W tym programie jest miejsce dla każdego, kto uważa, że problemy aktywizacji ludzi, tworzenia miejsc pracy, tworzenia pewnego sensu w naszym życiu, ładu związanego z pracą – są ważne. Takich partnerów potrzebuję. Są niezbędni. Chciałbym to, co robi ministerstwo bardzo szeroko otwierać dla organizacji. Mam ograniczone zasoby – to trzeba wyraźnie powiedzieć. Ograniczone są także zdolności administracji rządowej – nie potrafimy umiejętnie współpracować z organizacjami społecznymi. Musimy się tego nauczyć. A najlepiej nauczymy się przy konkretnych inicjatywach.

- Dziękuje za rozmowę.




miejsce: Warszawa
data wydarzenia: 2002-06-18
źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy - dodaj komentarz
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.