DZIŚ

dodaj wiadomość | newsletter | kontakt

S3KTOR 2016: Leczą, bo są lekarzami [patronat ngo.pl]

– Lekarze lubią u nas pracować. To jest jak narkotyk: jak ktoś przyjdzie, to już zostaje – mówi Agnieszka Fill, kierowniczka przychodni warszawskiego oddziału Stowarzyszenia „Lekarze Nadziei”, która została uhonorowana nagrodą Grand S3KTOR 2016.

Piotr Sasim oprócz pracy w przychodni jeździ też razem ze Strażą Miejską w Ulicznym Patrolu Medycznym jako ratownik medyczny. (fot. Tomasz Kaczor, warszawa.ngo.pl)
Zima to szczególnie trudny czas dla ludzi w kryzysie bezdomności. (fot. Tomasz Kaczor, warszawa.ngo.pl)
Elektrokardiogram to jeden ze sprzętów podarowanych przychodni przez Fundację WOŚP. (fot. Tomasz Kaczor, warszawa.ngo.pl)
Wszyscy lekarze pracują tu jako wolontariusze. (fot. Tomasz Kaczor, warszawa.ngo.pl)

100 metrów kwadratowych – tyle potrafi mieć niejedno mieszkanie, taką też powierzchnię ma do dyspozycji przychodnia zdrowia dla bezdomnych Stowarzyszenia „Lekarze Nadziei”.

Mimo przeciwności losu

Przy ulicy Wolskiej 172 działają od 1994 roku, w 40-letnich barakach podarowanych przez budowniczych metra warszawskiego. Nie chcą opuszczać tej lokalizacji, ponieważ nikomu tu nie przeszkadzają, wokół nie ma bloków, a do tego łatwo dojechać komunikacją miejską. Padały propozycje przenosin do miejsc pod Warszawą, ale byłoby to duże utrudnienie, zarówno dla lekarzy, jak i – przede wszystkim – pacjentów. Inne rozwiązania nie są jednak możliwe.

– Miejsce, w którym się znajdujemy jest ciasne. Chcielibyśmy się rozbudować, ale na razie nie możemy, bo nie pozwalają na to plany zagospodarowania przestrzennego – mówi Agnieszka Fill, kierowniczka przychodni.

 

 

Cały pomysł, by pomagać osobom bezdomnym i leczyć ich za darmo, gdy nikt inny nie chce tego robić, narodził się na początku lat 80. ubiegłego wieku, podczas stanu wojennego. Inicjatorką była nieżyjąca już Maria Zoll-Czarnecka, która założyła warszawską przychodnię dla bezdomnych. Wraz z grupą lekarzy rozdzielała między innymi leki z Paryża, przysyłane przez Stowarzyszenie Medicine du Monde. Zaproponowało ono, by w Polsce powstał oddział ich organizacji. Medicine du Monde przez wiele lat wspierała działania w Polsce, w końcu, w 1995 roku, założone zostało Stowarzyszenie „Lekarze Nadziei”. Główna siedziba znajduje się w Krakowie, przewodniczącym stowarzyszenia jest Zbigniew Chłap, na czele warszawskiej filii stoi Maria Sielicka-Gracka.

Poza wspomnianą ograniczoną przestrzenią, głównym problemem są oczywiście pieniądze. Działalność stowarzyszenia współfinansowana jest przez Urząd m.st. Warszawy. Z tych pieniędzy opłacają media oraz pensje kilku pracowników. 28 lekarzy wykonuje swoje obowiązki wolontariacko. „Lekarze Nadziei” starają się, by ich pacjentom niczego nie brakowało. Jest to możliwe także dzięki darczyńcom. Co roku organizują charytatywny koncert: w zeszłym roku wystąpili Zbigniew Wodecki i Alicja Majewska. Dlatego też główna nagroda S3KTOR jest dla nich tak ważna. To nie tylko docenienie ich niesamowitej i pełnej poświęcenia działalności, ale także wymierna korzyść w postaci jakże potrzebnych 15 tys. zł.

 

 

Walka o zdrowie

„Lekarze Nadziei” większość pozyskanych pieniędzy przeznaczają na pomoc osobom, które nigdzie indziej nie mają szans jej otrzymać. Bezdomni nie są ubezpieczeni w Narodowym Funduszu Zdrowia. W przychodni przy Wolskiej przyjmowani są wszystkich, nie tylko ci, którzy potrzebujący wsparcia medycznego, ale także psychicznego. Wśród lekarzy są zarówno kardiolog, chirurg, pulmonolog, jak i psychiatra oraz pracownik socjalny.

Obecnie przychodnia prowadzi trzy stałe projekty. Pierwszy to „Mała walka z gruźlicą”, można powiedzieć, że są filtrem wyłapującym tę chorobę. Dzięki temu ryzyko jej rozprzestrzenienia się znacznie maleje. Gdy tylko podejrzewają, że ktoś może być zarażony, wysyłają go do przychodni na rentgen klatki piersiowej, koszt ponoszą „Lekarze Nadziei”.

 

 

Drugi projekt jest prowadzony dzięki temu, że raz w miesiącu przyjeżdża położna ze Szpitala Specjalistycznego św. Zofii, by bezpłatnie pobrać cytologię. To bardzo ważne badanie, które wykrywa nowotwór. Obecnie ruszył też projekt pod nazwą Medyczny Patrol Uliczny. Pracownicy przychodni, wraz ze Strażą Miejską oraz Caritasem, jeżdżą w najtrudniej dostępne miejsca, jak różnego rodzaju pustostany, namioty i tam, na miejscu, udzielają pomocy potrzebującym.

„Lekarze Nadziei” stanowią ogromne wsparcie dla warszawskich szpitali. To dzięki nim do placówek NFZ trafia mniej bezdomnych osób z powikłaniami, na przykład po przeziębieniach. Leczeniem grypy zajmuje się właśnie przychodnia. Ale to nie wszystko, można tu też wykonać badanie USG, EKG, raz w tygodniu pobierana jest krew. Gdy ktoś nie wymaga hospitalizacji, może położyć się na kilka dni w mieszczącej się obok siedzibie Caritasu. Jest tam jednak zaledwie dziewięć łóżek, co zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym jest dalece niewystarczające.

O tym, że przychodnia działa w tym miejscu wiedzą wszyscy. Część pacjentów dowiaduje się od swoich znajomych, część dostaje informacje w innych placówkach, które im pomagają. Raz w miesiącu odbywa się spotkanie Rady Opiekuńczej, w której udział biorą wszyscy kierownicy organizacji pozarządowych, schronisk, noclegowni i punktów pomagających ludziom bezdomnym. Problem jest jednak ogromny, a o jego skali niech świadczy to, że „Lekarze Nadziei” mają zarejestrowanych ponad 14 tys. pacjentów. Od 2006 r. przybyło ich ponad 5 tys.…

 

 

Kto, jak nie oni

W związku z tym, jeszcze bardziej należy podziwiać lekarzy, którzy wciąż pracują w przychodni, do tego jako wolontariusze. Każdy z nich dyżuruje raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie. Ich zaangażowanie częściowo może wynikać ze specyficznego klimatu, jaki panuje w tym miejscu.

– Jest u nas bardzo rodzinna atmosfera. Lekarze lubią u nas pracować, czujemy wspólnotę. Nikt nie odchodzi. To jest jak narkotyk: jak ktoś przyjdzie, to już zostaje – mówi Agnieszka Fill. – Pracuję tu już 11 lat. Długo myślałem, żeby zająć się czymś po przejściu na emeryturę. Trafiło się szczęśliwie, że mam czas, a podczas rekolekcji było ogłoszenie, że przychodnia poszukuje chirurga. Uznałem, że skoro w dwumilionowym mieście nie ma chirurga dla bezdomnych, to się zgłoszę. Udzielanie pomocy jest dla mnie zwyczajnie przyjemne – wtóruje jej Stanisław Strómiłło.

 

 

Przychodnia „Lekarzy Nadziei” to także miejsce, gdzie można się dokształcić. Przychodzą tu studenci Uniwersytetu Medycznego, którzy są zachwyceni tym, że mogą zbadać pacjenta, założyć mu opatrunek. W ten sposób zyskują nowe doświadczenie, a niekiedy i dodatkowe zajęcie na przyszłość: jeden z absolwentów nadal tutaj leczy. Chociaż kadra liczy 28 specjalistów, wciąż potrzebni są nowi. Obecnie trwa poszukiwanie dermatologa, bo bezdomni mają bardzo dużo schorzeń skóry, a współpracująca z przychodnią pani doktor nie może przychodzić częściej. Mimo ogłoszeń w Gazecie Medycznej już od dwóch lat nie udaje się nikogo znaleźć.

Mimo wszystkich przeciwności losu wszyscy, którzy angażują się w pracę dla przychodni nie tracą wiary w to, co robią. Pytani, czemu zdecydowali się tutaj przyjść nie bardzo wiedzą, co odpowiedzieć. Jest dla nich oczywiste, że osobom w gorszej sytuacji życiowej trzeba pomagać. Największą zaś satysfakcją są wcale nierzadkie przypadki, gdy pacjent wychodzi z kryzysu bezdomności i zaprasza do swojego mieszkania. Inni odstawili alkohol i nie piją już od kilkunastu lat. Przyznają, że w dużym stopniu jest to zasługa „Lekarzy Nadziei”, którzy zaoferowali im bezinteresowną pomoc i uratowali życie.

 


Dowiedz się, co ciekawego wydarzyło się w III sektorze. Śledź wydarzenia ważne dla NGO, przeczytaj wiadomości dla organizacji pozarządowych.
Odwiedź serwis wiadomosci.ngo.pl.



Poznaj ofertę SCWO: warszawa.ngo.pl/scwo


źródło: inf. własna [warszawa.ngo.pl]
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.


dziwne - 2017-11-06, 13:05
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.